poniedziałek, 19 września 2016

Każdy kraj ma swoją Fjällbackę

Skrywana miłość

Powoli nadchodzi jesień. Niby jeszcze ciepło, ale poranki i wieczory już wieją chłodem. Dni coraz krótsze, a w kuchni króluje papryka, pomidory i dynia... Nie wiem, jak Wy, ale ja jesienią nabieram ochoty na kryminały. Może ta powolna śmierć przyrody dziwnie kojarzy mi się ze śmiercią w literaturze? 

Kiedyś uważałam czytanie kryminałów za trochę wstydliwą sprawę. W podstawówce, a potem w liceum, podkradałam tacie kryminały z kluczykiem i jamnikiem. Polskie kryminały z bohaterskimi oficerami MO na miarę porucznika Borewicza i kapitana  Żbika, walczącymi z okropnym przestępczym światem bananowych dzieci, spekulantów i drobnych przedsiębiorców z czasów PRL-u... Kiedy koleżanki zaczytywały się w literaturze pięknej, wielbiły klasyków, zachwycały się Balzakiem i Stendhalem, ja ogryzałam paznokcie i traciłam wzrok, łykając jeden kryminał za drugim.

Dzięki Ci Umberto

Czasy świetności kryminałów nadeszły później. Kiedy Larsson opublikował swoje Millenium i kiedy skandynawski kryminał zaczął spozierać na nas z każdej półki księgarni. Czytanie kryminałów stało się modne. Wtedy też natrafiłam na wywiad z mistrzem Eco, który utwierdził mnie w mojej skrywanej miłości.  

"Jestem człowiekiem szczerym. Wszyscy pisarze, filozofowie, poeci czytają w nocy kryminały i tym podobne rzeczy, ale się tego wstydzą. Ze mną tak nie jest, ja to studiuję. Jestem przekonany, że kultura popularna zawsze miała fundamentalne znaczenie, proszę tylko pomyśleć o XIX wieku, jak wiele z tego przeniknęło do Balzaca, Maupassanta, Dumasa. Moje pokolenie poznało idee wolności i buntu przeciw dyktaturze najpierw z lektury komiksów, także o Myszce Miki" /Umberto Eco, wywiad dla Suddeutsche Zeitung/



Kryminalne coming out

No dobra, przyznałam się. Uwielbiam kryminały. Co nie znaczy, że nie czytam innych rzeczy. Różnie to bywa. Ostatnio z przewagą dla tych innych. Ale tej jesieni czekam na dwie nowości: "Lampiony" Katarzyny Bondy (trzeci tom z serii "Cztery żywioły Saszy Załuskiej") i "Dom czwarty" Katarzyny Puzyńskiej (siódma część z serii "Lipowo"). Bondę zostawiam na osobny wpis. Kto czytał, ten wie, że absolutnie zmieniła scenę polskiego kryminału w wykonaniu kobiecym...

Dlaczego zatem Puzyńska? Pamiętacie może serię Camili Lackberg o Fjallbacce? Małe miasteczko, w którym co i rusz wydarzają się zbrodnie. A w tle toczy się nie mniej ciekawe i momentami dramatyczne życie głównych bohaterów - Eriki i Patricka. Kto nie czytał, powinien zacząć. Od początku, od "Księżniczki z lodu", 9 tomów, wyśmienita lektura na jesienne wieczory...

Kiedy pierwszy raz trafiłam na kryminał Puzyńskiej poczułam się jak w Fjallbacce. Mała miejscowość - Lipowo, umieszczone gdzieś w Polsce (gdzieś jest nawet dość szczegółowo określone - okolice Brodnicy - niektórzy fani wiedzą dokładnie, o którą miejscowość chodzi), a tam cała plejada postaci i charakterów, ze swoimi bolączkami i problemami. Sześć tomów, w każdym inna, trzymająca w napięciu historia, ci sami bohaterowie: wiejscy policjanci na czele z nieco misiowatym Danielem Podgórskim, ekscentryczna komisarz z Brodnicy - Klementyna Kopp (moja cicha faworytka) i inne barwne postaci. Najlepiej czytać w kolejności chronologicznej, choć oczywiście nie jest to konieczne. 

Z książki na książkę Katarzyna Puzyńska jest coraz lepsza, ostatnia - "Łaskun" to chyba najlepsza książka z całej serii. Od początku wciąga absolutnie i powieść czyta się jednym tchem. Trochę się martwiłam, że nie pojawi się moja ulubienica Klementyna, ale na szczęście wkracza z impetem do akcji. Daniel wreszcie przestaje być takim grzecznym i cukierkowatym maminsynkiem, co moim zdaniem wychodzi na plus. Cieszę się, że Autorka potrafi wyjść poza schematy. Wątek kryminalny zgrabnie poprowadzony, jest nieco zamieszania, ale można ogarnąć wszystkie nitki.

Teraz pozostaje czekać na "Dom czwarty". A tych, którzy lubią kryminały, zapraszam do Lipowa, naprawdę warto.





Wszystkie jabłka z tej kryminalnej jabłonki bardzo mi smakowały. A im dojrzalsze, tym lepsze.


sobota, 10 września 2016

Książka dla podróżników

 

"Odyseusze"Gwiazda Morza, autor: Agnieszka Stelmaszyk


Przeczytałem ostatnio kolejną książkę mojej ulubionej pisarki Agnieszki Stelmaszyk pt."Odyseusze''.
Książka opowiada o rodzeństwie Magdzie i Danielu, którzy wypływają z rodzicami w całoroczny rejs dookoła świata. Niestety, pech chciał, że rodzina wypłynęła 13-ego w piątek, a według pewnego rybaka ten dzień przynosił wielkiego pecha. 

Początkowo podroż pasażerów "Mellody" przebiegała bardzo szczęśliwie, lecz niestety, jak się potem okazało, rybak miał rację. Nad "Mellody" zawisła klątwa, która zmieniła tę miłą wycieczkę w istny koszmar. Potem było już tylko gorzej... Bohaterowie przypominają mi bardzo Odyseusza, który przez wiele lat błądził po morzach i nie mógł powrócić do Itaki.
Dzięki tej książce dowiedziałem się kim był Odyseusz i jakie były jego przygody.

Książka jest bardzo wciągająca, czas mija przy niej bardzo szybko. Według mnie jest do druga, zaraz po "Kronikach Archeo", najlepsza książka Agnieszki Stelmaszyk. Bardzo polecam i czekam na następną część.