Każdy kraj ma swoją Fjällbackę
Skrywana miłość
Powoli nadchodzi jesień. Niby jeszcze ciepło, ale poranki i wieczory już wieją chłodem. Dni coraz krótsze, a w kuchni króluje papryka, pomidory i dynia... Nie wiem, jak Wy, ale ja jesienią nabieram ochoty na kryminały. Może ta powolna śmierć przyrody dziwnie kojarzy mi się ze śmiercią w literaturze?
Kiedyś uważałam czytanie kryminałów za trochę wstydliwą sprawę. W podstawówce, a potem w liceum, podkradałam tacie kryminały z kluczykiem i jamnikiem. Polskie kryminały z bohaterskimi oficerami MO na miarę porucznika Borewicza i kapitana Żbika, walczącymi z okropnym przestępczym światem bananowych dzieci, spekulantów i drobnych przedsiębiorców z czasów PRL-u... Kiedy koleżanki zaczytywały się w literaturze pięknej, wielbiły klasyków, zachwycały się Balzakiem i Stendhalem, ja ogryzałam paznokcie i traciłam wzrok, łykając jeden kryminał za drugim.
Dzięki Ci Umberto
Czasy świetności kryminałów nadeszły później. Kiedy Larsson opublikował swoje Millenium i kiedy skandynawski kryminał zaczął spozierać na nas z każdej półki księgarni. Czytanie kryminałów stało się modne. Wtedy też natrafiłam na wywiad z mistrzem Eco, który utwierdził mnie w mojej skrywanej miłości.
"Jestem człowiekiem szczerym. Wszyscy pisarze, filozofowie, poeci czytają w
nocy kryminały i tym podobne rzeczy, ale się tego wstydzą. Ze mną tak
nie jest, ja to studiuję. Jestem przekonany, że kultura popularna zawsze
miała fundamentalne znaczenie, proszę tylko pomyśleć o XIX wieku, jak
wiele z tego przeniknęło do Balzaca, Maupassanta, Dumasa. Moje pokolenie
poznało idee wolności i buntu przeciw dyktaturze najpierw z lektury
komiksów, także o Myszce Miki" /Umberto Eco, wywiad dla Suddeutsche Zeitung/Kryminalne coming out
No dobra, przyznałam się. Uwielbiam kryminały. Co nie znaczy, że nie czytam innych rzeczy. Różnie to bywa. Ostatnio z przewagą dla tych innych. Ale tej jesieni czekam na dwie nowości: "Lampiony" Katarzyny Bondy (trzeci tom z serii "Cztery żywioły Saszy Załuskiej") i "Dom czwarty" Katarzyny Puzyńskiej (siódma część z serii "Lipowo"). Bondę zostawiam na osobny wpis. Kto czytał, ten wie, że absolutnie zmieniła scenę polskiego kryminału w wykonaniu kobiecym...
Dlaczego zatem Puzyńska? Pamiętacie może serię Camili Lackberg o Fjallbacce? Małe miasteczko, w którym co i rusz wydarzają się zbrodnie. A w tle toczy się nie mniej ciekawe i momentami dramatyczne życie głównych bohaterów - Eriki i Patricka. Kto nie czytał, powinien zacząć. Od początku, od "Księżniczki z lodu", 9 tomów, wyśmienita lektura na jesienne wieczory...
Kiedy pierwszy raz trafiłam na kryminał Puzyńskiej poczułam się jak w Fjallbacce. Mała miejscowość - Lipowo, umieszczone gdzieś w Polsce (gdzieś jest nawet dość szczegółowo określone - okolice Brodnicy - niektórzy fani wiedzą dokładnie, o którą miejscowość chodzi), a tam cała plejada postaci i charakterów, ze swoimi bolączkami i problemami. Sześć tomów, w każdym inna, trzymająca w napięciu historia, ci sami bohaterowie: wiejscy policjanci na czele z nieco misiowatym Danielem Podgórskim, ekscentryczna komisarz z Brodnicy - Klementyna Kopp (moja cicha faworytka) i inne barwne postaci. Najlepiej czytać w kolejności chronologicznej, choć oczywiście nie jest to konieczne.
Z książki na książkę Katarzyna Puzyńska jest coraz lepsza, ostatnia - "Łaskun" to chyba najlepsza książka z całej serii. Od początku wciąga absolutnie i powieść czyta się jednym tchem. Trochę się martwiłam, że nie pojawi się moja ulubienica Klementyna, ale na szczęście wkracza z impetem do akcji. Daniel wreszcie przestaje być takim grzecznym i cukierkowatym maminsynkiem, co moim zdaniem wychodzi na plus. Cieszę się, że Autorka potrafi wyjść poza schematy. Wątek kryminalny zgrabnie poprowadzony, jest nieco zamieszania, ale można ogarnąć wszystkie nitki.
Teraz pozostaje czekać na "Dom czwarty". A tych, którzy lubią kryminały, zapraszam do Lipowa, naprawdę warto.
Wszystkie jabłka z tej kryminalnej jabłonki bardzo mi smakowały. A im dojrzalsze, tym lepsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz