wtorek, 4 października 2016

 Ile żywotów, tyle historii

 

"Ósme życie (dla Brilki)" t.1 autor: Nino Haratischwili

 

Są takie powieści, o których należy napisać natychmiast po przeczytaniu ostatniej strony. Zanim opadną wszelkie emocje, dopóki jeszcze jesteśmy zamknięci w świecie tekstu, jak owad w bursztynie i ciężko nam się z niego wydostać...

Gdzie ta Gruzja?

Skończyłam "Ósme życie (dla Brilki) Nino Haratischwili. No dobra, ręka do góry, jeśli ktoś czytał jakąkolwiek gruzińską powieść? Poszukałam w pamięci. Nic. Pogrzebałam nawet w internecie. Nic. Nie znam żadnego nazwiska. Można zatem powiedzieć: debiut, pierwsze spotkanie, pierwsze zauroczenie. Tylko czy Gruzją? No właśnie... Autorka wprawdzie jest Gruzinką, ale od lat mieszka w Niemczech i pisze po niemiecku. Brakuje mi w tej książce Gruzji, bo więcej w niej Rosji i to w jej najgorszym komunistycznym wydaniu. Ale to mój jedyny zarzut.

Świat tekstu


"Ósme życie" to powieść bardzo soczysta. Tak bym ją określiła jednym słowem. To powieść rzeka, która płynie raz wolniej, raz szybciej, czasem zmywa nam głowę jak bystry potok, czasem pozwala się unosić na wodzie w promieniach ciepłego, zachodzącego słońca. To powieść saga. Saga rodzinna, a więc ten typ powieści, który kocham najbardziej. Od pierwszych stron uwodzi pięknem języka (ukłon w stronę tłumacza). 

Rodzina Jaszi i jej perypetie, a w tle XX wiek. Najbardziej okrutny wiek w historii ludzkości. Najpierw poznajemy Stazję, córkę słynnego gruzińskiego cukiernika, który przechowuje tajemniczy przepis na najlepszą w świecie czekoladę (czekolada mimo swojego nieprawdopodobnego smaku, ma też moc ściągania tragedii...) Stazja ma swoje marzenia, bo któż ich nie ma. Ale, jak to często w życiu bywa, marzenia rozbijają się o to, co od nas zależne (niespodziewana miłość) i niezależne (wielka Historia). Więc Stazja tka swój los, jak dywan, do którego autorka powieści porównuje historię rodziny. Pojawiają się dzieci, pojawia się Wielka Rewolucja, dwie Wielkie Wojny, jest głód, jest strach, jest próba kochania... Obok Stazji inne postaci, głównie kobiece, bo to kobiety mają chyba większą wolę przetrwania i stawienia czoła przeciwnościom losu.

Z perspektywy narratorki, to kobiety w jej rodzinie odegrały najważniejszą rolę i nauczyły ją jak przetrwać pomimo... Mój ulubiony cytat, przypominający mi trochę relacje z moją babcią: 

"Dzięki niej nauczyłam się przeklinać (w czasach gdy świat zaczyna się chwiać w posadach, umiejętność zdrowego przeklinania to niedoceniana sztuka). Dzięki niej nauczyłam się szukać dróg wyjścia z beznadziejnych sytuacji, wspinać się na ściany, kiedy walą się mosty, i śmiać się jak ruski sołdat. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie było nic do śmiechu. Dzięki niej mogłam zdjąć z siebie wiele klątw niczym ciążące ubrania i demaskować fałszywe aureole"...

Czytamy szybko, zaczynamy wrastać w powieść, czuć klimat tamtych dni. Niektóre opowieści są przerażające. Nie, nic nie zostanie nam oszczędzone. Znajdziemy się i w opętanym Rewolucją Październikową Piotrogrodzie i w oblężonym Leningradzie, i w Stalingradzie, i w Moskwie. Będziemy świadkami okrucieństwa, ale także wielkich namiętności. Spróbujemy zrozumieć sens zbrodni i kary...

Ta powieść jest często porównywana do najlepszych powieści, które wyszły spod pióra naszych wschodnich sąsiadów. Nie byłabym aż tak łaskawa. Dostojewski i Tołstoj to niedościgli mistrzowie i myślę, że autorka nie śmiałaby się nawet do nich porównywać...

Pamięć zbiorowa


Wydaje mi się, że "Ósme życie" to także powieść o pamięci. O próbie utrwalenia pamięci jednostkowej na tle pamięci zbiorowej. Ten temat, a także zależność pomiędzy pamięcią poszczególnych jednostek, a pamięcią całych pokoleń, jest mi wyjątkowo bliski. Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy pod koniec powieści trafiłam na przemyślenia autorki...

"Historie nakładają się, zachodzą na siebie, są z sobą zrośnięte, a ja próbuję rozsupłać ten kłąb, bo przecież rzeczy trzeba opowiadać po kolei. Nie da się ująć w słowa jednoczesności świata. Wcześniej (...) zadawałam sobie pytanie, co by było, gdyby pamięć zbiorowa utrwalała jedne zdarzenia, a zapominała o innych. Gdyby wszystkie wojny i wszyscy niezliczeni królowie, władcy, wodzowie i najemni żołnierze zostali zapomniani, a w książkach pozostali tyko ludzie, którzy własnymi rękami budowali domy, zakładali ogrody, odkryli żyrafę, opisali chmury i opiewali urok kobiecej szyi. (...) skąd wiemy, że ci, których imię przetrwało, są lepsi, mądrzejsi i bardziej interesujący od innych (...) i gdzie są ci zapomniani".  

I na koniec moje ulubione: "To my decydujemy, co chcemy pamiętać, a co nie. Czas nie ma z tym nic wspólnego. Jest obojętny"...

Przeczytajcie "Ósme życie", tym bardziej, że niedługo ukaże się drugi tom. 
To dobre, dojrzałe i soczyste jabłko. Może nieco jesienne, może melancholijne, ale warte zjedzenia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz