Pozory mylą...
Tak sobie pomyślałam po przeczytaniu książki Marii Nurowskiej "Bohaterowie są zmęczeni".Leona Niemczyka nie trzeba chyba przedstawiać nikomu. Znany kilku pokoleniom Polaków, zmarły przed 10-ciu laty aktor, nigdy nie budził we mnie cieplejszych uczuć. Kojarzył mi się zawsze z nieco zarozumiałym i zapatrzonym w siebie samcem, którego głównym życiowym celem jest uwodzenie i zdobywanie kobiet (6 żon, 5 rozwodów mówi wiele). Nie byłam fanką jego talentu, choć podobno gdyby się urodził w Ameryce, zrobiłby niesamowitą karierę. Tak twierdzą znawcy, do których się nie zaliczam.
Kojarzę go głównie w roli Filipa Golarza z "Akademii Pana Kleksa", postaci, której się trochę bałam dzieckiem będąc.
Ale pamiętam go także doskonale z filmu "Nóż w wodzie", który obejrzałam na początku studiów w nieistniejącym już genialnym kinie "Rejs" (tanie bilety i ambitne kino). I jakoś z tą rolą go utożsamiam... Z czarno-białym zdjęciem.
A Nurowska w swojej książce - mini biografii - udowadnia, że wcale postacią biało - czarną nie był.
Nie przepadam też za samą Nurowską, choć wiem, że ma ona swoich wielbicieli. I w tej powieści również jej styl nie zachwyca.
Nielubiany aktor, niezachwycająca autorka, po co zatem sięgać po książkę? Ano właśnie. Do przeczytania "Bohaterów" zachęciła mnie moja koleżanka Marta. A że lubię tajemnicze historie, które wydarzyły się naprawdę, historie, które czasem potrafią zmienić coś w naszym zero-jedynkowym spojrzeniu na poszczególnych ludzi, postanowiłam zaryzykować.
Książka składa się właściwie z dwóch części, dwóch oddzielnych biografii braci Niemczyków. Tak, tak, braci. Bo okazuje się, że Leon Niemczyk miał aż 3 braci, a z jednym z nich - Ludwikiem połączyła go dziwna historia niedopowiedzeń i zdrady.
W pierwszej części książki poznajemy Leona. Tutaj mam Nurowskiej do zarzucenia wiele, bo forma quasi- wywiadu średnio do mnie przemawia. I obraz Leona wychodzi jakiś taki poszarpany. A może i przez to prawdziwy? Trudna rzeczywistość, w której przyszło żyć aktorowi, Powstanie Warszawskie, tułaczka po Europie, powrót do kraju i wreszcie punkt kulminacyjny w książce - nieudana próba ucieczki z socjalistycznej ojczyzny...
Druga część to wspomnienia drugiego z braci - Ludwika. Jego losy są jeszcze bardziej dramatyczne, choć to on jest tym "mniej znanym" bratem Niemczykiem....
Drogi braci rozchodzą się w dniu, kiedy podczas nieudanej przeprawy przez zieloną granicę, zostają ujęci przez służby bezpieczeństwa. Dziwnym trafem Leon wychodzi po paru dniach. Ludwik płaci o wiele wyższą cenę... Kto zdradził? Kto żył z poczuciem winy? Czy drogi braci miały szansę się jeszcze przeciąć? W sumie nic w tej książce nie jest jednoznaczne do końca.
Wreszcie pytanie, czy warto przeczytać? Myślę, że tak.
Mimo, iż to jabłko momentami kwaśne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz